Made by Umi

Tak wiec przyjechalam do domu.Nie liczac przespanej nocy i postojow,jechalismy ok.13 godzin.Podroz byla dobra,gdyby nie nagly atak choroby lokomocyjnej.Pol Polski sie meczylam,przeklinajac kupione po drodze tabletki,ktore tak wolno zaczynaly dzialac.
No ale wkoncu dojechalismy.Nie chcialo mi sie za bardzo jechac…zapiska,z przeddzien wyjazdu:
„Tak wiec,jutro wyjezdzam.Przez caly dzien to do mnie nie docieralo.Dopiero kiedy ciocia wychodzila,zegnajac sie z nami uswiadomilam sobie ze widze ja do Bozego Narodzenia po raz ostatni.Nie tylko ja,ale wszystko wokol.
Bede tesknic,tesknic za zartami z nia,popychadlami ze strony kuzyna,beztroska…
Polkniete lzy zciskaly mi krtan,a wewnetrzny bol zaciskal zolodek kiedy znosilismy rzeczy do samochodu.
Bede tesknic…za tlumem ludzi na rynku,dziewcznami na lawce..
Prosze cie Pamiecio,zachowaj te momenty.Zahchowaj zapach kwiatow sprzed bloku,warzyw na rynku i chlodem wieczorami.Beztoske,ktora moglam sie cieszyc.Zakupy w sklepach i trzepanie dywanow.Wszystkie mniejsze i wieksze szczegoly.Placz i smiech…
Wspomnienia..najcenniejsze pamiatki…”
Teraz siedzac w swoim pokoju,moge szczerze powiedziec,ze ciesze sie ze wrocilam,bo wlasnie tego mi brakowalo.Wlasnych czterech scian..co nie znaczy,ze nie zal mi tego co pozostawilam.
Pozatym niepokoje sie Oliverem,moim psem.Jest nieswoj przez cala droge,poprostu nie taki jak zwykle.Nie lecial do ludzi,nie jadl i sie trzasl..balam sie,ze w trakcie strzyzenia w czwartek,lekarz podal mu zly srodek uspokajajacy.Dzwonilismy do cioci,ta do owego lekarza.Stwierdzil,ze moze byc to jakes powiklanie pokleszczowe.Trzeba obserwowac go do godziny 20.Mam nadzieje,ze wroci do siebie.Zawsze sie strasznie boje,kiedy on choruje.