Made by Umi

Sama juz nie wiem co o mnie myslec..najpierw wszystko przemija tak fajnie…w pracy nawet nie czulam jak sie urobilam,na przerwie mimo chlodu i wiatru siedzimy razem z Kamila na fonntanie i jemy lody czekoladowe,z patykow puszczymy „lodki”,z ktorych moja odrazu zplywa w „wodospad”.
Wieczorem rownie szybko jak patyczek z wodospadu,splywa tez moje samopoczucie.Od samego wejscia do autobusu wszystko leci z gorki.
Denerwuje mnie matka,ktora po nieudanym dniu zdnowu na mnie wisi,denerwuje mnie pies,ktory piszczy mi nad glowa,sama siebie denerwuje,bo dopiero zauwazam ze slabo mowie,widze i wogole…
Na sam koniec dochodzi niechadzacy internet,z ktorym walcze ponad godzine.
W sumie wyszlo,ze poprawilam sobie zadrapanie psa i mam 4cm.zpuchla kreske na wewnetrznej stronie podramienia i pare innych.Huk z nimi i tak za pare dni zejda,a ja moglam sobie sprawic przyjemnosc.
Co moge strwierdzic?Chaby naprawde cierpie na ciezki przypadek rozdwojenia jazni.To niemozliwe zeby dzien zaczynal sie tak rozowo a konczyl w czarnych barwach.
No tak,jestem beznadziejnym przypadkiem

.