pchle-przyspiewki blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2003

    Znowu wybralam sie z Kamila na jarmarkt,tylko tym razem ten „prawdziwie” swiateczny.
    Pieczone migdaly i kasztany,jablka,banany i wignogrona w czekoladzie,pieczone ryby,grzyby w sosach,nadziewane ziemniaki….normalnie moglam bym to wszystko zjesc :D
    Marta wprowadzila nas w blad i nie spiewali zadni Polacy tylko Indianie :D Ale tez bylo fajnie,az sie chcialo popodskakiwac w rytm muzyki albo podmuchac w „tube” z upierzonym kolega :D
    Mimo tylu bud i wyboru nic nie kupilam,nawet zlamanego kasztana,nie mowiac juz o skorzanych przepaskach na reke.A to dlatego ze czekajac na przystanku na Kasie wpadlysmy na pomysl pojechania na mniejszy jarmarkt na Emst,a potem jesli nic nie bedzie,wrocic.Jednak nie bylo ani jarmarktu,tz.nie moglysmy go znalesc ani powrotu,bo w minute zrobilo sie strasznie ciemno i Kamila bala sie czy Konrad z Partycja sa juz w domu(ich mama pojechala do poniedzialku do Polski) a ja wiedzialam ze jak nie pokaze sie w domu to beda klopoty.
    Troche bylam niezadowolona,bo zrobilo sie zimno,autobusy nie chodzily i z pustym brzuchem i bez przepaski musialysmy isc az do mnie,tz.polowe drogi bo zaskoczyl nas przejezdzajacy autobus ktory tez jedzie do mnie.No ale co tam,poszlysmy po Olivera i pojechalam do niej,zaszlysmy jescze do Marty(jak mozna bac sie psa,zwlaszcza Olivera jesli ma sie wlasnego w Polsce i chcec drugiego?),zeby sie dowiedziec ze z czystego lenistwa nie przyszla w piatek do szkoly,sprawdzic obecbosc rodzenstwa Kamili w domu i jej odprowadzenia mnie znowu na przystanek.
    Nie mowie ze sie zle bawilam,bo bylo fajnie,ale szkoda ze nie kupilam sobie kasztanow i nie bylam na „Riesenrad”.No coz,wybierzemy sie w nastepny weekend,chyba ze pojedziemy do Unny na lyzwy lub do Wuppertalu do Zoo ;)

    P.S Niech mnie ktos skuje kajdankami jesli bede chciala wejsc nastepnym razem do sklepu zoologocznego.Weszlam i co z tego mam?Chce skoczka,tego jasno brozowego co kopal w szybe i tego bialego kroliczka z czarnymi plankami i rybki..buuuu,czemu nie moge wiec wiecej zwierzatek niz psa :(
    Kiedy bedzie lato,ja chce slimaka !
    Chyba zaloze hodowle mrowek….

    A pozatym…
    No co,ogladalam pare odcinkow Bayblade,moze nie wolno XD?

    >

    Cale wieki juz ich nie robilam,wiec sie przelamalam i oto co wyszlo:

    peach.gif

    I took the fruity fruit quiz
    made by rav-chan
    Check out which fruit you are

    >

    …czyli wyciaganie pocztowek.
    Caly tydzien sie zbieralam i wreszcze napisalam „az” 3 kartki Bozo Narodzeniowe :)
    Kinge,Monike i Ulke mozna zkreslic z listy…ale do kogo jeszcze napisac…Mayry,Christiny,Ewy,cioci Stefani,w koncu stryjek choruje moze to ja troche podbuduje…nie ma wiekszego kontaktu ze mna,ale niech wie ze o niej mysle.
    No,ale kto jeszcze chetny na dostanie karteczki,bo jak juz zaczelam sie rozpisywac to chetne skrobne pare sztuk wiecej :]
    Opuscilam dzis szkole.Nie przespalam druga pod rzad noc przed napady „goroca”,czyli poprostu czulam sie jak w srodku lata na Karaibach.
    Matka wyslala mnie do lekarza,a to zwlaszcza po tym jak zauwazyla ze troche „zzolcialam”.
    Wredny lekarz wyslal mnie na jutrzejsze pobranie krwi,na wykluczenie lub wykrycie zoltaczki.Czyli znowu beda mnie kuli :(
    Ale ja nie chce,ja sie boje igel !!
    Buuuuuu…..
    Dlaczego nie ma innej metody oprocz tych okropnych igel :(( !!
    Niech Boschra zalicza szybciej mature i te jej studia medyczne i wymysli jakis inny,mniej bolesny sposob
    Zebranie rodziow,termin na 11.30.Nauczycielka dotrzymala slowa,nie powiedziala matce do czego doszlo dzien wczesniej…
    Co sie wydarzylo?
    Nie wytrzymalam,wylalam z siebie wszystko co siedzialo mniej lub wiecej zamkniete w podswiadomosci.
    Boje sie,ze obraz przyszlosci wyryty przed oczami moze zniknac,zalamac sie.
    Dlatego tak zaagerowalam na matmie nie rozumiejac nowego tematu.Dlatego moze troche odpysknelam nauczycielowi.
    Dlatego nie wytrzymalam na angielskim i wybieglam z klasy ze lzami w oczach.
    Dlatego sie balam,balam zmazania obrazu.
    Tak,wiem ze to glupie,wiem ze dziecinne.Ale ja juz nie moglam.Musialam sie wyplakac.Za dlugo zciskalam lzy.
    Teraz przynajmniej wiem na kim moge polegac.
    Bo to Dilek wyleciala zaraz za mna,to w nia moglam sie wyplakac.
    To Boschra mnie podtrzymala,Aferdita dala pocieszajacego buziaka,Sakine brala na smiech.I nawet Ardiana nie mowiaca nic,po prostu byla.
    Kontem oka widzialam jeszcze Azlana i Samuela,pewnie bali sie tego „zenskiego zlotu” :]
    Teraz moze sie i smieje,ale chyba tylko iroicznie.
    Bo tak naprawde to sie nadal boje,boje stracenia mojego „obrazu”

    ……
    „Ciesze sie ze cie mam”
    ……
    „Masz slodki styl bycia,kocham to”
    ……
    „Ladnie sie smiejesz,nie powinnas przestawac”

    Poniedzialek:
    Marc dostaje na Religi prezent od pani.Jak na zawolanie zaczyna sie spiewanie „100 lat” przez trzy osoby,w tym takze i mnie.Okazuje sie ze nikt nie obchodzil urodzin,tylko bierzmowanie.Z naszych spiewow i wyrazu twarzy pani mamy wspomnienia na nastepne 2 dni.
    Pierwsze lekcjie na dodatkowym Anieglskim,Boschra nie przyszla.Siedze sama kolo dwu tonowej,lecz bardzo milej kobiety.

    Wtorek:
    Rozdanie prac z Niemieckiego,zostaje wyczytane najlepsze i najslabsze.Kiedy nauczycielka zaczyna linijki pierwszego nie dowierzam,ze to moja praca.Do konca lekcji nie moglam sie wewnetrznie uspokoic.Biedny Matthäus musial znosic moje szczescie.
    Pierwszy raz odbywa sie dodatkowy Niemiecki.Przedtem dowiaduje sie ze Boschra czasami pali i zakupuje z nia morderce pluc.Chce zgubic pare gram na wycieczke w lipcu,a sama nie pojdzie wiec postanawiam zaczac chodzic z nia na jazde konna. Özgen cudem sie nie spoznia i przyjezdzamy punktulanie.

    Sroda:
    Trace godzine na odprowadzenie Boschry z bolem brzucha pod dom.Albo jestem odbierana jako Matka Teresa junior,albo ta sie na mnie uwziela,bo miala by z kim wracac.Nie mowie ze mnie fakt jej „wyciagniecia na odprowadzke” nie byl mi na reke.Po pierwsze myslalambym jak doszla do domu a po drugie moglam z nia porozmawiac od serca.
    Coraz bardziej sie zastanawiam czy to jakis urok ze kazdy kto ze mna idzie bierze mnie „pod reke”.

    Czwartek:
    Szok w klasie,czyli zapowiedz wywiadowek w nastepnym tygodniu i 5 dni w sprawdzianach.Zapowiada sie mily weekend.
    Poczatek fascynacji anime „X” Clampa i przoszukiwan nowych fanficow.

    Piatek:
    Chyba jako ostatnia dowiaduje sie o zwyciastwie Polski z Wlochami 3:1.Zaczynaja sie spiewy na boisku,kolejne przy ratuszu kiedy widze dokoracje swiateczne.Chyba nie trzeba mowic ze az do ratusza zostalam butalnie „zaciagnieta”.
    Mimo ze nie bardzo mialam ochote,daje sie wyciagnac Kamili i Marcie na miasto.Na koncu nie zaluje.Przy okazji dowiaduje sie ze nie ja tylko Marta byla ostatnia ktora nie wiedziala o zwycistwie Polski.Kolejny spiewy w autobusie.Dochodze do wniasku ze te chodzenie pod reke to naprawde jakis urok.
    Klotnia rodzicow na koniec dnia.Zamykam drzwi,gasze swiatlo,zapalam swieczniki na parapecie i wciskam sluchawki na uszy.Poddaje sie hipnotyzujacej mieszance muzyki i wirujacego swiatla.

    Sobota:
    Na sam poczatek dnia budze sie z dziwnym snem.Kosciolem w podziemiach i licznymi lecz malymi salami.Czuje strach,wiem ze przed czym z zewnatrz uciekalam.Nie wiem czy przez sen nie plakalam,bo mam dziwne „mokre” uczucie na oczach.
    Boli mnie zoladek,prawdopodobnie zaszkodzily mi slodkosci z Iserlohnu.Ale wyjadz sie oplacil,bo siedzac w czetech scianach pewnie bym sie czuja psychicznie zmeczona.
    Ogladalam figurki z Geobel.Pewnie dostane aniolka przy fortepanie i z harfa na Boze Narodzenie.Reszte na inne okazje.Kupuje drewnianego przedstawiciela skrzdlatego gatunku i wieszam nad lozkiem.
    Postanawiam przekupic Boschre na basen zamiast stadniny.

    Niedziela:
    Nie chce niedzieli,musze sie uczyc a wogole nie jestem w nastroju.Mimo ze cudnie siedzi mi sie w moim nowo ,swiatecznie udekorowanym gniazdku to caly dzien bedzie dla mnie chyba za duzo.

    Ostatnia rozmowa z Ardiana na technice przy wiertarce:

    „Kim ty wlasciwie jestes?”
    „Wiem ze mialysmy malo szkoly,ale chyba wystarczy zeby sie zorjetowac ze chodzimy razem do klasy :]”
    „Nie o to mi chodzilo.Zastanawialam sie z kad jestes,Polski czy cos takiego”
    „Bingo”
    „Czyli?”
    „Z Polski”
    „Nie wygladasz jak Polka”
    „Dlaczego?”
    „Wiekszosc to blondynki a nie ciemni jak ty.Masz oczy inne niz u innych,takie kocie.Wogole w calosci masz inna odbiecie”
    „Twoim zdaniem na kogo wygladam”
    „Nie wiem,masz nietypowa urode”

    I co ja mam powiedziec?Nie moja wina ze w mojej rodzinie dominuja ciemne,u niektorych wrecz czarne wlosy.Zreszta kto powiedzial ze cala Polska to blondyni :/Nawet jesli na cala grupe Polakow ktora znam,jest tylko pozamna jedna z ciemnymi.
    Zreszta co jest takiego „typowo” Polskiego,po czym inni nas „rozpoznaja”
    Sama musze przyznac ze malo kiedy pomylilam sie w oszacowaniu kto jest Polakiem a kto nie.Przychodzi samoistnie,tylko dlaczego?

    Dlugo juz nie dawalam znaku zycia a to z prostego powodu,w tym tygodniu nie dzialo sie nic specialnego.Pozatym ze byl pelny jak malo ktory,prawie codziennie latanie na dodatkowe zajecia,dwa razy dodatkowy w-f….
    zachlastac sie mozna :( Nie wiem czy dam sobie z tym rade na dluzsza mete,a jesli pomysle ze nastepny rok bedzie potobny lub jeszcze bardziej zepelniony…no,ale co sie martwic na zapas.
    Dopiero dzis moglas odetchnac,isc spokojnie do biblioteki i do miasta a na koniec kupic loda przy prawie minusowej temperaturze :]
    Coraz bardziej czuc zapach swiat,swiatelka na budynkach,dekoracje w sklepach,stosy ksiazek mamy z wypiekami.A jesli jeszcze dodac orzeszki ziemne,typowa tradycyjne na swieta Bozego Narodzenia ktorymi moge sie zajadac to juz naprawde znak nadchadacego swieta.No i nie zapomniajac o paradzie dzieci z latarniami na St.Martin.
    No wlasnie,dzieci.Duzo sie ich ostatnio porodzilo.Najpierw 17.IX Wiktoria Kamila u brata Kamili,potem 27.X Lucas Neo u kolezanki mamy i wczoraj mala siostrzyczka Zanety,Wiktoria Anna :) Az milo,nigdy nie mialam takiego przypadku „trojaczkow” :D
    Dzien Wszystkich Swietych,nareszcie wybralam sie na cmentarz i moglam isc na grob mojego nauczyciela.Myslalam ze go juz nie znajde,ale kiedy zastalam na drodze grob tego malego dziecka,ktory pokazywala mi kiedys Julia to po paru minutach doszlam do kamienia pod ktorym spoczywa p.Gabelin.Nie bylo ani jednej swieczki…zapewnie to Ewangelik,ale ja zapalilam te male swiatelko…zeby nie czul sie samotny…
    Powracajac do tego dziecka to znwou nie dawalo mi spokoju,tylko tym razem mialam mozliwosc dokladnemu przyjzeniu sie temu malutkiemu grobkowi,stojacemu na rogu miedzy dwoma swierkami.Od ponad stu lat,spi w nim chroniona przez aniolka z jedna reka Elvira von Bewer,ur.13.12.1896 a zm.26.5.1897,liczac wiec nie caly roczek…
    Nie wiem dlaczego,ale te male miejsce wiecznego spoczynku ma w sobie cos takiego,co nie czuc przy kazdym grobie.Biala,ciepla aure…wpolczucie ale i usmiech na twarzy,wyobrazenia,zadume.
    Ciegnie mnie do niej,to troche dziwne ale tak jest.Nie jest jakims pozuconym grobem,ktory prosi o opieke,mimo biegu czasu zawsze musial o niego dbac..rodzina,a moze obcy ludzie ktorych tez ciagnelo pod swierki….
    Cos mi mowi,ze mimo Elvirce jest dobrze,to zaluje ze nie przezyla wiecej tego co nazywa sie dziecinstwem…biegajac po lace,w bialaj sukence,z wiankiem kwiatow w ciemno-blond,moze juz brazowych lokach…nie wiem dlaczego mam o niej take wyobrazenie,ale to scene mialam przed oczami juz po pare miesiecy temu,kiedy pierwszy raz ja spotkalam.
    A moze chce tylko,zeby jej aniolek odzyskal odlamana reke…?
    Jedne co zalowalam w tym dniu,to fakt ze nie moge byc teraz na cmentarzu przy rodzinie…

    • RSS