Poniedzialek:
Marc dostaje na Religi prezent od pani.Jak na zawolanie zaczyna sie spiewanie „100 lat” przez trzy osoby,w tym takze i mnie.Okazuje sie ze nikt nie obchodzil urodzin,tylko bierzmowanie.Z naszych spiewow i wyrazu twarzy pani mamy wspomnienia na nastepne 2 dni.
Pierwsze lekcjie na dodatkowym Anieglskim,Boschra nie przyszla.Siedze sama kolo dwu tonowej,lecz bardzo milej kobiety.

Wtorek:
Rozdanie prac z Niemieckiego,zostaje wyczytane najlepsze i najslabsze.Kiedy nauczycielka zaczyna linijki pierwszego nie dowierzam,ze to moja praca.Do konca lekcji nie moglam sie wewnetrznie uspokoic.Biedny Matthäus musial znosic moje szczescie.
Pierwszy raz odbywa sie dodatkowy Niemiecki.Przedtem dowiaduje sie ze Boschra czasami pali i zakupuje z nia morderce pluc.Chce zgubic pare gram na wycieczke w lipcu,a sama nie pojdzie wiec postanawiam zaczac chodzic z nia na jazde konna. Özgen cudem sie nie spoznia i przyjezdzamy punktulanie.

Sroda:
Trace godzine na odprowadzenie Boschry z bolem brzucha pod dom.Albo jestem odbierana jako Matka Teresa junior,albo ta sie na mnie uwziela,bo miala by z kim wracac.Nie mowie ze mnie fakt jej „wyciagniecia na odprowadzke” nie byl mi na reke.Po pierwsze myslalambym jak doszla do domu a po drugie moglam z nia porozmawiac od serca.
Coraz bardziej sie zastanawiam czy to jakis urok ze kazdy kto ze mna idzie bierze mnie „pod reke”.

Czwartek:
Szok w klasie,czyli zapowiedz wywiadowek w nastepnym tygodniu i 5 dni w sprawdzianach.Zapowiada sie mily weekend.
Poczatek fascynacji anime „X” Clampa i przoszukiwan nowych fanficow.

Piatek:
Chyba jako ostatnia dowiaduje sie o zwyciastwie Polski z Wlochami 3:1.Zaczynaja sie spiewy na boisku,kolejne przy ratuszu kiedy widze dokoracje swiateczne.Chyba nie trzeba mowic ze az do ratusza zostalam butalnie „zaciagnieta”.
Mimo ze nie bardzo mialam ochote,daje sie wyciagnac Kamili i Marcie na miasto.Na koncu nie zaluje.Przy okazji dowiaduje sie ze nie ja tylko Marta byla ostatnia ktora nie wiedziala o zwycistwie Polski.Kolejny spiewy w autobusie.Dochodze do wniasku ze te chodzenie pod reke to naprawde jakis urok.
Klotnia rodzicow na koniec dnia.Zamykam drzwi,gasze swiatlo,zapalam swieczniki na parapecie i wciskam sluchawki na uszy.Poddaje sie hipnotyzujacej mieszance muzyki i wirujacego swiatla.

Sobota:
Na sam poczatek dnia budze sie z dziwnym snem.Kosciolem w podziemiach i licznymi lecz malymi salami.Czuje strach,wiem ze przed czym z zewnatrz uciekalam.Nie wiem czy przez sen nie plakalam,bo mam dziwne „mokre” uczucie na oczach.
Boli mnie zoladek,prawdopodobnie zaszkodzily mi slodkosci z Iserlohnu.Ale wyjadz sie oplacil,bo siedzac w czetech scianach pewnie bym sie czuja psychicznie zmeczona.
Ogladalam figurki z Geobel.Pewnie dostane aniolka przy fortepanie i z harfa na Boze Narodzenie.Reszte na inne okazje.Kupuje drewnianego przedstawiciela skrzdlatego gatunku i wieszam nad lozkiem.
Postanawiam przekupic Boschre na basen zamiast stadniny.

Niedziela:
Nie chce niedzieli,musze sie uczyc a wogole nie jestem w nastroju.Mimo ze cudnie siedzi mi sie w moim nowo ,swiatecznie udekorowanym gniazdku to caly dzien bedzie dla mnie chyba za duzo.