Zebranie rodziow,termin na 11.30.Nauczycielka dotrzymala slowa,nie powiedziala matce do czego doszlo dzien wczesniej…
Co sie wydarzylo?
Nie wytrzymalam,wylalam z siebie wszystko co siedzialo mniej lub wiecej zamkniete w podswiadomosci.
Boje sie,ze obraz przyszlosci wyryty przed oczami moze zniknac,zalamac sie.
Dlatego tak zaagerowalam na matmie nie rozumiejac nowego tematu.Dlatego moze troche odpysknelam nauczycielowi.
Dlatego nie wytrzymalam na angielskim i wybieglam z klasy ze lzami w oczach.
Dlatego sie balam,balam zmazania obrazu.
Tak,wiem ze to glupie,wiem ze dziecinne.Ale ja juz nie moglam.Musialam sie wyplakac.Za dlugo zciskalam lzy.
Teraz przynajmniej wiem na kim moge polegac.
Bo to Dilek wyleciala zaraz za mna,to w nia moglam sie wyplakac.
To Boschra mnie podtrzymala,Aferdita dala pocieszajacego buziaka,Sakine brala na smiech.I nawet Ardiana nie mowiaca nic,po prostu byla.
Kontem oka widzialam jeszcze Azlana i Samuela,pewnie bali sie tego „zenskiego zlotu” :]
Teraz moze sie i smieje,ale chyba tylko iroicznie.
Bo tak naprawde to sie nadal boje,boje stracenia mojego „obrazu”

……
„Ciesze sie ze cie mam”
……
„Masz slodki styl bycia,kocham to”
……
„Ladnie sie smiejesz,nie powinnas przestawac”