Wybralam sie wreszcie,na sam koniec pory lyzwiarskiej na lodowisko.
Mialysmy jechac w czworke:Kasia,Kamila,Marta i ja,jednak……do Kamili „podobno” przyjechala ciotka z Polski.”Podobno” bo i tak wiem ze to klamstwo,przeciez wiedziala by o tym w tygodniu a nie w dzien przyjazdu owej ciotki.Zapewnie wolala dygodac caly dzien pod wiezowcami z osiedlowa banda,ale to juz jej wybor.Mogla by tylko powiedziec prawde.
Tak samo Marta,ktora takze nie zjawila sie o danej porze na peronie.Caly tydzien niby „zapominala” zobaczyc rozklad jazdy pociagow.Przeciez mogla powiedziec ze nie chce jechac lub ze jej nie wolno…zrozumialambym.Przeciez nie jestem juz chyba taka okropna (?)
Tak wiec,pojechalismy z Kasia do Unny,szukalismy hali sportowej bo juz z rok tam nie bylismy i w dwojke mialysmy zabawe na lodzie.Siedzialysmy miedzy przerwami na czyszczenie lodu w samych Rosjanach i wpatrywalismy sie w „dziewczyne z daszkiem”,o ktorej dopiero po pewnym czasie przekonalismy sie ze to dziewczyna,ktora tak smiga na lodzie i ktora przezyla czolowa stluczke z jakims frajerem =D(biedaczka zbubila az swoj „daszek”)
O dziwo,nie zaliczylam ani jednego upadku ani zdezenia,w przeciwienstwie do Kasi =D
Tak wiec dzien dosc udany,powolny koniec szarych,melencholijnych dni.
Tylko mnie dziewczyny wkorzyly…grrr…ale im sie dostanie w szkole.
Uwaga,Ania ma dobry humor.Zblizenie grozi pogryzieniem =D