Przyszlo jak mialo przyjsc.Dziewczyny z 10A przeciwko dziewczynom z mojej,tz.10B
Historia dluga,a mowiac w skrocie 10A czuje sie podobno niedowartosciowana tylko dlatego ze jest stopniem nizsza.Nasza wychowawczyni wykladajaca u nich matematyke stawia podobno za duze wymagania,wiedzac ze sa klasa stosunkowa slabsza,zarzucaja jej dyskryminacje,poniewaz ta podobno powiedziala ze dala by plame robiac z nimi bal zakonczewnowy.Owszem,mowila ze dala by plame,ale gdyby w czasie lekcji miala byc obecna rada szkolna.
Oczywiscie nie odbilo sie tylko na nauczycielce ale i na nas,jake sie podobno zrobilismy zamadrzale wstepujac z klasy 9 do 10B.
Wiekszasc z nas,poza Sakine i Aferdita nic nie mowi bo wiadomo ze nie ma sensu.Tamte sa zle na nas bo my zamiast zyc przygotowaniami do balu mamy pelne glowy wyborami szkoly i przezyciem kolejnych sprawdzianow.Ich pomysly zostale odlozone ne bok lub kompletnie zignorowane i zapewnie dlatego cala ta historia.Klocenie sie z nasza wychowawczynia tak ze bylo sluchac wszystko w sasiadujacej klasie i poronione pare kropelek.
Nie rozumiem ich za bardzo,ale nic nie mowie poobnie jak inne.kazda wie ze nie ma to sensu a i wiadomo na co stac dziewczyny z 10A.Zadna nie chce wrocic do domu z podbitym okiem.
Chlopaki maja najlepiej,wiekszosc nawet nie wie o co chodzi.
Ah te kobiece horomy…