Ah no tak,Dzien Kobiet.Swieto praktycznie mile i przyjemne,tylko szkoda ze tutaj tak powierzchownie obchodzione.”Powierzchownie” to moze mile powiedziane,jezeli same dziewczyny zapomnialy o swoim wlasnym swiecie to mowi to samo za siebie.
U chlopakow z klasy bylo sie trzeba samemu glosno upomniec na fizyce o skromne „najlepszego”,z ktorego wyszly usciski dloni,przyjacielskie buziaki na policzki i oczywiscie,jak mozna by bylo oczekiwac inaczej od Samuela,na dlon.Przynajmniej jeden gentelmen.
Duzo z przypomnienia o wlasnym swiecie nie mialysmy,praktycznie jednynie to,ze przy znoszeniu starych stolikow i krzesel na smieci musialysmy nosic tylko krzesla.No i ostatnia Hube-Bubbe Samuela ktora bylo trzeba dzielic na pol.
Mimo ze dzien minal naprawde dosc milo,rozczarowal mnie moj wlasny brat,nie przeslylajac nawet malej wiadomosci przez gadu-gadu.