Zawsze kiedy ide rano do autobusu mijam chlopaka z zespolem Down’a,czekajacego na specjalne,odbierajace go auto.Zawsze traktowalam go neutralnie,jak ludzi w autobusie ktorych spotykam kazdego dnia.Pomyslalam jednak,zeby mijajac sie kazdego ranka i nawet nie skiwnac glowa na „czesc”?Nie,dlatego podarowalam mu w piatek kolezenski usmiech,take „Hey,milego dnia”
Nic sobie tego nie robilam,nie pomyslalam ze moze dla niego ten maly okaz bezslownej znajomosci byc moze byl dosc wazny.Mysle jednak ze tak jest.Dzisiaj,czekajac na odpowiednia odleglosc na bezdziwieczne powitanie widze kogo?Jego,stojacego nie jak zawsze za garazami,tylko prawie na srodku chodnika,wyciagajacego do mnie reke z malym,niebieskim cukerkiem.Niesmialo,a jednak tak pelne oczekiwania na reakcje.
Pomyslec ile moze sie przydazyc,kiedy tylko popatrysz komus w oczy i obdarzysz usmiechem.