Cztery dni wolnego…czwartek,piatek,sobota,niedziela…w planach stal wyjazd do Polski.Pobytu wprawdzie tylko 2 dni,ale i tak warto bylo jechac…no i co?Rodzice pojechali,Olli pojechal.A ja?Ja musialam zostac.Wszystko przez chemie,ktorej nie rozumiem ni w zab,a z ktorej w poniedzialek piszemy sprawdzian.Tak wiec zamiast cieszyc sie wolnoscia bede musiala siedziec nad reakcjami,formulami i inna chinszczyzna…na dodatek jestem sama w domu.To jest dobre na pare godzin,ale nie na 4 dni.Przynajmniej dla mnie.Zle sie czuje w takim pustkowiu.Dzis wprawdzie ma przyjsc do mnie Boschra i moze Dilek,zeby mi.wytlumaczyc mi chemie; no mam spac jedna noc u Boschry lub na odwrot…wiec moze nie bedzie tak zle.Slimaka sobie moze zlapie….porzadki w zeszytach porobie…jakos ten czas zleci.Znajac dziewczyny,to wyciagna mnie gdzies na pare godzin,zebym tak sama nie siedziala.
Meczy mnie tez fakt,ze nie wiem jak w miedzy czasie ulozylo sie miedzy rodzicami,bo oczywiscie przed wyjazdem sie poklucili.Moze i przez zemnie,sama juz nie wiem…
Ehh….no tak Ania,milego czasu nad ksiazkami :(