Wczoraj wprawdzie nie przyszly dziewczyny do mnie,ale zato ja do nich.
Razem z Boschra i Jasmin przesiedzialam u Dilek pare ladnych godzinek.I tak to na kobiety przystolo rozmawialo sie siedzac na parapecie w kuchni o wszystkich mozliwych rzeczach,nabijalo sie z programow telewizyjnych i wyzyskalo wlascicielke mieszkania zjadalac na obiad resztki z wczorajszego kurczaka w sosie chilli.No a ze nie mozna zapomniec o deserze obowiazkowe byly lody z McDonald’a.Najlepsze jest w tym ze jeden mieslimy za darmo bo expedient zle policzyl:P
Na nocke tez nie dano mi wrocic.Boschra przekonala mnie zeby spedzic ja u niej.Chcialam wprawdzie na nastepna noc,bo rodzice mieli dzwonic kiedy dojada,ale wyslalam Piotrowi sms’a i pozostalo na postnanowieniu Boschry.
Doobrze ze Aziza i Jamal sa wyrozumiali i „wyprowadzili” sie z pokoju zostawiajac go dla nas.
I tak minal nam czas.Na marokanskich „plackach”,ciescie z daktylami,ogladaniem zdjec,paplanina itp.
Jak juz i wczesnniej tak i wtedy doszlam do wnisku ze bardzo zaluje ze nie mam rodzenstwa.Oczywiscie ze to swoje plusy i minusy i wszystko zalezy od tego jake sa miedzy rodzenstwem uklada.Jednak te rodzenstwa ktore znam to tylko pozazdroscic.
Jedno jest pewne-kiedys,za parenscie ladnych latem w moim domu bedzie panowal taki „tloczek” taki ruch i napewno(lub mam nadzieje)taka przyjazna i rodzinna atmosfera jak np.U Boschry czy Ardiany.
No tak,rospisalam sie bez zadnego sensu.
Mozna tylk ododac ze o 8 musialam pakowac manatki i z ciezkim sercem jechac do domu,bo nie moglam spac u Boschry,a robotem nie jestem i troche snu potrzebuje.
Jake to jest glupie,ze nie wszedzie mozna zasnac zna pewnie tylko ten ktory tez ma te dzienw „cos”