Wczoraj ostatni raz przebywalam w murach mojej szkolki,przynejmniej ofizialnie.Cale rakonczenie przebylo bez zadnych zazucen,lepiej bylo swietnie.
Powitanie w prawie 20 jezykach(niemieckim,angielskim, albanskim,marokanskim,kurdyjskim, tureckin, perskim,arabskim,wloskim, ibu,hiszpanskim,rosyjskim, polskim,greckim,vietnamskim itp.)wypadlo lepiej niz myslelismy,tz.bez przepychanek i pomylek.Tance i spiewy z 10A wypadly lepiej niz na probie a za nasze „Let it be” dostalismy owazje praktycznie na stojaco.Biedy Samuel na koniec prawie sie poplakaj i mimo ze przyznal sie ze glos mu przez caly czas drzal zbieral za swoj glos pochwaly od wszystkich.Najlepsza i tak byla mowa Afer i Racine,ktore przez cale te przezycia nie mogly zlapac tchu :) Na koniec nie wytrzymalo niejedno oko i przy klasowym podziekowaniu dla naszej pani poplynely niejedne lzy.Nawet jesli Stefan nie mogl tego do konca zrozumiec to ja sie niezle poplakalam.Z czego sie dziwic?Dla mnie jest to zostawienie miejsca gdzie przezylam polowe ostatnich 5 lat,zostawienie niejednej znanej osoby z ktora wiem ze sie juz nie zobacze.Pozostawienie miejsca z ktorym laczy sie tyle wpomnien,miejsca gdzie poznalam prawdziwych przyjaciol.
Jednak najwazniejsze bylo to iz mimo malej ilosci prob wszystko sie zgromadzonym podobalo,tak same jak nasze prezenety dla pani.Niby nic wielkiego:butelka wina,karty do kina,kwiaty i ksiazka z wpisami i zdjeciami wszystkich osob z klasy i tak jakby „kosmetyczka” szyta z tego samego materialu.
Wszystko nie trwalo specialnie dlugo,od 10.30 do 12.Potem swietowalismy troche w domu razem z rodzicami Justyny i nia sama,poczym przyszedl czas na zabawienie sie z klasa i zaproszonymi nauczycielami w restauracji.Tam tez wszystko bylo fajne,nawet jesli prawie jako ostatnia dostalam moje zamowienie a na koniec nie dalam rady wszystkiego zjesc.Zeby odpoczac troche od muzyki,dymu i ogolnego ciepla,wybralismy sie z Giga,Stefanem i Jasmin do niedaleko polozonego parku.Tam wyrylismy na drzewie nieopodal placu zabaw swoje imiona oraz date i przyzeklismy sobie ze kiedy za pare lat bedziemy juz ozenieni ,przyprowadzimy w te miejsce swoje dzieci oraz ze nie stracimy ze soba kontaktu.Kiedy o 12 w nocy wszystko sie skonczylo wrocilismy znowu do parku,z butelka piwa ,ruskej wodki i dwa butelkami coli.I tak oto Hanan,Boschra,Samuel,Shahab,Giga, Stefan, Jasmin, Nikolaj, Mateusz i Arben sobie popili a Ania jak to Ania sie upila na lawce przy jeziorku.Dziwne,bo nie malam tageo duzego black-out’u.Wiem ze nie chcialam isc,tylko po tym jak Hanan mnie troche podprowadzila ryczalam w ramionam Stefana z nawet mi niewiadomego powodu.Jestem pewna ze blacha auta na ktorej siedzial jest oznakowana.No ale w koncu ile mozna tak w polowie stac w polowie lezac na ulicy?Nie wiem ile i nie wiem ile tak spedzilismy ale w koncu ktos wezwal taksowke i Stefan wraz z Jasmin i Nikolajem odwiezli mnie do domu.Spac u Boschry nie moglam,bo kiedy mama dzwonila o 2 a ta odebrala to sie wkurzyla ze nie odebralam ja i bylo kategoryczne „nie”.Nie moja wina ze nie dali mi odebrac bo sie bali ze oberwe w domu.Oberwac nie oberwalam nawet jesli mama otworzyla mi o 3 czy 3.30 drzwi i pozygalam sie przy lozku.Oczywiscie nie mowilam o naszej histori na lawce tylko ze wypilam za duzo wina w pozniejszej restauracji.I mi odkupila bo dzis poza tym ze bylo mi niedobrze i dwa razy na sile zygalam nic mi nie jest.Najgorsza jest sprawa z Dilek.Powiedziala ze jesli jezszcze raz sie upije nie musze juz sie do niej odzywac.Ehh…ciezko,ciezko.Musze porozmawiac z Boschra,razem sie zastanowimy co robic.albo wysle Dilek sms’a.Nie zadzwonie przed wyjazdem w niedziele i bede miala nadzieje ze do konca wakacji jej przejdzie.Ehh….no dobra,tak sie rospisalam ze glowa boli.Jak bede miala wywolane zdjecia to je tu moze wstawie.
Dlugo bede to jeszcze wposminac…