Postanowilam nauczyc sie jezyka migowego.Zainspirowal mnie do tego fanfick „Schweigen”
Wbew pozorom nie jest to moze takie trudne,duzo nazwy wywodzi sie ze zwyczainych codziennych czynosci.Chcialam wiedziec jak to jest,kiedy mozesz „wypowiedziec” sie tylko na tyle na ile duza jest wiedza twoja i twojego srodowiska,wiec dwa dni probowalam mowic jak najmniej,zato jak najwiecej porozumiewac sie jezykiem migowym.
Rezultat:
Pierwszego dnia innych to nawet bawilo mi chetnie zgadywali co chcem im powiedziec
Drugiego dni podchodzili juz do tego krytycznie,zmuszajac mnie do wypowiedzenia choc jednego zdania uzywajac przy tym krtani.
W koncu,zla na mnie Boschra wypowiedziala mi ze naruszam Boskie prawa.
„Bog dal ci mowe,a ty ja bezczelnisz!Zachowujesz sie jak naprawde chora osoba!”
Nie mysle ze nie nie ide Bogu na reke,chcac wypubowac cos innego,chcac zrozumiec osoby ktore naprawde tylko w taki sposob moga sie porozumiec.Chcac zrozumiec i poznac moje srodowisko.
Powiem nawet ze take dwa dni wyciszenia nawet dobrze mi zrobilo.Mowiac mniej,wiecej myslisz.Przynajmniej take bylo moje wrazenie.
Czasami burza slow , zagluszamy cisze mysli