Jak zwykle niezbyt duzo sie u mnie dzieje. Zadnych wzechow milosnych itp. no bo i jak? Nie mam zbytnio kogos z kim moglam bym spedziac popoludnia lub weekendy. Na moim zadupiu nikt nie mieszka,a z tymi ktorzy mieszkaja niedlaleko wprawdzie dobrze koleguje sie w szkole,ale by utorzylo sie cos wiekszego prawdopodobnie potrzeba troche czasu.
Wczoraj naprzyklad byla impreza w jednej ze szkol z miejscowymi metal-bands. Dessa mi wprawdzie o tym powiedziala,ale nie zaproponowala zebym szla z nia. Chociaz nawet gdyby to bym pewnie nie poszla. Po pierwsze rodzice by mnie na nic takiego nie pusicili, jak na wszystkie inne miastowe ipry. Po drugie Dessa szla by z cala banda a ja?
Jesli chodzi o muzyke to dzieki kursu muzycznego zaczelam interesowac sie reggae. I tak siedzac w szkole o 7.45 nuce „I smoke two joints in the morning, I smoke two joints at night…”
Lettka,wielorytmiczna muzyczka to mila odmiana.Az sie naprawde chce cos zapalic. Tylko co? Fajek nie kupie, bo mi szkoda kasy. Wypale dwa a co z reszta? Herbaty palic nie umiem a do czegokolwiek innego nie mam dojscia. Moze sie cos wykombinuje.
Tak napawde powinnam siedziec teraz przed leptopem i pisac prace z niamka albo uczyc sie na kolejne klasowy. Ale mi sie nie chce. Nie mam chceci i tyle, jakos mi to wszystko przelatuje jak biedronki w kuchni. Tak u mnie w kuchni zamieszkaly biedronki i probuje popelnic samobojstwo na maszynce do krojenia.
Chyba wlacze sobie The Grudge,potem zrelaksuje sie w wannie i strzele komarka na godzinke. I tak nie umiem pracowac w dzien, bede uczyc sie wieczorem.