Wreszcie zrobilam to, co chcialam zrobic juz dawno ale nigdy nie moglam sie na to zebrac, bo zawsze odkladalam to na „pozniej”.
Tak jest, poszlam na moj pierwszy trening, na fitness :)
Bylo super i przedewszystkim wcale nie tak jak myslalam: superchudziutkie istotki albo napakowani muskulami faceci gapia sie na „nowego, niezgrabnego, tego troche grupszego”
WCALE NIE! Nie bylam jedyna „przy tuszy”,ani nie jedyna ktora nie wiedziala co zrobic z nogami ktore przeciez tak przeszkadzaja(pomijajac Karo, ktorej zawdzieczam moj pobyt na drugim koncu miasta,ale co sie nie robi dla ciala). Nikt nie wlepial w to gal. W koncu sam kiedys tak zaczynal.
Pierwszy chyba raz, sport sprawial mi naprawde przynajmnosc.
I w koncu mam motywacje, do nastepnego lata miec wiecej niz dwie pary spodni(teraz juz jedna, bo mi drugie sie przecieraja)i to o numer mniejsze a moze i o dwa.
TAK JEST,DAM RADE!