Jak wiadomo co roku , i w tym bylam na doroczne Swieta w Polsce. Ale jakos od tego razu coraz bardziej odczuwam jednak chec bycia na swoich wlasnych smieciach za Odra podczas czegos takiego jak Boze Narodzenie czy Wielkanoc.
Nie wiem, po prostu mnie nie korci juz tak bardzo a i chec trace w probach i nadziej ze wlasne te , tak te Swieta w tym roku bede udane. I to cale a nie pare godzin.
Trace na tym sily bo jak powszechnie wiadomo, tak sielankowo nie bedzie.
Mimo wszystko nie przekreslam calych feii, bo uwielbiam wieczore i noce spedzone u Chudego. Szkoda tylko ze tak zimno, bo by mozna bylo jak w lato posiedziec na parapecie.
Jednak wiadomo, ze takie przyjemnosci tez nie moga byc take wspaniale, bo nie zapominajmy o wpanialym wujaszku A., ktory lazi wszedzie z tym swoim wypasionym bebonem i buraczana geba.
Tak wiec jak by nie bylo, czy to wiek czy rozum sie na starosci mi taki robi…ja chyba najbardziej lubie czas spedzony w Polsce w czasie wakacyjnym.Kolonie,kopa ludzi,zabawy. I pomyslec ze takie dwa tygodnie wystarczaja mi na caly rok.
Chyba nie jesem wiec zbytnio wymagajaca?
Mimo ze w postanowienia Noworoczne nie wierze, i tak stawiam sobie od paru lat te samo:schudnac.Kto wie, moze sie w tym roku wreszcie uda? Ale chyba tak, teraz mam wsparcie..bo juz dawno nie mam takej silnej woli zeby przezyc to sama. Wole juz uzalac sie nad soba albo szukac winy u innych.
Tak przeciez najlatwiej,nieprawdaz?
A czy sie zmienilam przez ten rok? Chyba nie, a jesli to nie duzo. Ja wogole jestem wolna osoba,ale w tym roku ruszam tylek z miejsca.
Ale to tylko dlatego ze mam wsparcie.
I miejmy kuwa nadzieje ze sie uda bo mnie to juz zaczyna denerwowac.